Planując maj brałam pod uwagę, że będę żyć na wysokich obrotach, ale tempo, w jakim moje życie toczy się w tej chwili, przerosło moje wyobrażenia.
Łączenie pracy, studiów, działalności w kole, życia prywatnego i internetowego - brzmi nieźle, ale czy jest takie proste, jak mogłoby się wydawać? Otóż nie. Od pierwszego maja, kiedy opublikowałam ostatni post, dwa, może trzy dni miałam "wolniejsze". Ciągle biegam, a to praca, a to uczelnia, biblioteka, bo przecież musialam oddać licencjat (oddałam! jeszcze tylko drobne poprawki i będę mogła spokojnie odliczać do obrony). Gdzieś tam przewinął się koncert happysadu na juwenaliach naszej łódzkiej politechiniki, i wyjazd do stolicy na weekend, który w zamierzeniu miał być odpoczynkiem, a skończył się powrotem do domu z marzeniami o śnie. Mimo wszystko, był cudowny i były to dni, kiedy czułam się przeszczęśliwa.
No dobra, może nie było najłatwiej się pożegnać, kiedy okazuje się, że jest ktoś, kto nie tylko z wyglądu, ale też z zachowania jest niemal identyczny, jak Ty. Ale nic nie trwa wiecznie, a ja z Chrumkiem aka bliźniaczką widzę się już za 25 dni.
Znalezienie czasu na cokolwiek jest ostatnio trudne, mało śpię, ale jakoś daję radę, łączę koniec z końcem i żyje mi się z tym całkiem nieźle. Może tylko zaniedbuję bloga (co widać) i siebie (niestety), ale są rzeczy ważne i ważniejsze, każdy ma wybór, którego dokonuje.
Teraz też zaczyna się szalony okres - sesja za pasem, zaliczenia na uczelni, zaraz obrona, potem rekrutacja na II stopień, a przecież planuję ciągle pracować, bo... we wrześniu lecę do Hiszpanii! Tak, planuję tydzień w Granadzie, z dala od łódzkiego zgiełku, od wszystkiego, co jest tutaj. Pieniążki odkładam, więc mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem i spędzę tam najlepszy tydzień wakacji 2015!
Tymczasem wracam do żywych, czas uporządkować trochę życie i swoje otoczenie... i postarać się nie pogubić w natłoku kolejnych obowiązków.
nienawidzę rozstań, skały czasem płaczą też