3 lutego 2015

Historia pewnej kolacji

11.01.2015, godz. ok. 15.  Na faceboku zauważam informację, że będzie można wylicytować kolację z Lorein. Piszę do Martyny, na co dostaję odpowiedź, że niezła opcja, aczkolwiek po kilku godzinach dochodzi informacja, że jednak nie da rady. Mówimy "trudno" i tyle. Ale potem pokazuje się kolejne uaktualnienie - ta sama kolacja jest na allegro, na aukcji WOŚP, trochę gadamy i stwierdziamy, że bierzemy to. Okazuje się jednak, że nie tylko my mamy chrapkę na to spotkanie. W dzień zakończenia aukcji, na chwilę przed planowanym końcem, podbijamy i zgarniamy kolację. "Mamy to!" piszemy do siebie, tak naprawdę dalej nie dowierzając, że to się dzieje. 
Kilka dni mija na uzgadnianiu, co dalej
25.01.2015 - "ej, a gdyby to zrobić w przyszłą sobotę?" dostaję wiadomość. "Ale ja pracuję, musiałabym wziąć wolne". Szybkie ustalenia, że tak, bierzemy to już teraz jak najszybciej, ja biorę wolne, Martyna dogaduje z tatą, który jest pośrednikiem, szczegóły, aby ten zadzwonił i poprosił o ten termin, na którym nam zależy. 
27.01.2015, godz. 15 - "Sobota, Autorska, godz. 20" dostaję sms-a, który wprawia mnie w osłupienie... UDAŁO SIĘ. Dochodzimy do wniosków, że chyba nie ma innej opcji, bo wszystko idzie jak z płatka.
Ale w dalszym ciągu utrzymujemy przed chłopakami w tajemnicy, że to właśnie my będziemy w sobotę z nimi się widzieć (jak wiecie, panowie z Lorein dobrze mnie znają).
31.01.2015, wstaję o 6, o 9 odjeżdżam w stronę Kielc, potem do Skarżyska i od około godz. 15 chodzę roztrzęsiona jak galareta, bo "Martyna... stresuję się!". Nie, żebym bała się od tak, ale miałam obawy co do reakcji chłopaków. 
Wyszykowane, poszłyśmy w miesce spotkania. Widzimy, że chłopaków nie ma, więc chcemy się schwoać i poczekać, aż nagle słyszymy "Ale tędy też można wejść...". Odwracamy się, a ja wypowiadam ciche "upssss". To gitarzysta i basista. Słyszę tylko "tak przeczuwałem, że będziesz to Ty" i "naprawdę? ale to serio? naprawdę?". Cóż, widać, że jestem bardzo przewidywalna. Po kilku minutach dołączył wokalista z perkusistą, a przy okazji dołączyły dwie osoby, żeby porozmawiać ze mną i z Martyną. Atrakcją było to, że przyjechałam aż z Łodzi, że jak to, po co, dlaczego. No, może gdyym jechała cały świat to byłoby wydarzenie, ale 200 km... No cóż, tak bywa!:D
Spotknie minęło pod znakiem śmiechu, rozmów, kolejnych porcji śmiechu, jeszcze większej ilości śmiechu i jeszcze większej ilości jedzenia... i selfies!
Było tak cudownie i tak pięknie, że żal było mi się rozstawać, a gdy  w niedzielę, po całym dniu z Martyną, spędzodznym na siedzeniu, chodzeniu i zdjęciach, wsiadłam do pks-a, rozpłakałam się jak małe dziecko. Tak bardzo nie chciałam wracać do domu. Tak bardzo byłam szczęśliwa, że powrót do domu, do pracy, do codzienności, spowodował, że wpadłam w jakiegoś ogromnego doła. Możecie się śmiać, ale kilka chwil w takim doborowym towarzystwie, z takimi rozmowami  i wszystkim... To było taaaakie piękne! Z tego też powodu moi znajomi mnie prawdopodobnie mieli dość, gdy uczyniłam spam na facebooku, zdjęciami i nie tylko :D Ale warto było! W końcu, hej, ile razy chodzi się na kolację z ulubionym zespołem?!

(dla Waszego dobra, bez zdjęć)

10 komentarzy:

  1. Wiesz... widocznie większość fanów polskich zespołów jest fanami tylko wtedy, gdy zespół gości w ich mieście, więc to może o to chodziło? :P I dlaczego Ty się tak denerwowałaś? Przecież znasz chłopaków, nie miało to być wasze pierwsze spotkanie, wiec ja się pytam: DLACZEGO I JAK TO MOŻLIWE?! :DDDD

    OdpowiedzUsuń
  2. No ej, dałabyś szansę innym poznać zespół. :P A tak na poważnie, zazdroszczę kolacji. Farciara! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie no, chyba rzadko zdarzają się takie fajne, wierne fanki, więc nie mieli powodu do uciekania ;P

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie też długo u Ciebie nie było, ale tu jak zwykle Lorein. :)
    Chodzi o to, że myślałam, że mam przyjaciela, ale on chciał czegoś więcej. I w końcu ze mną nie wytrzymał...

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajny wpis :) Taki pełen emocji (aż biją one po oczach) ;) Nie znalazłam zespołu, dlatego sprawdziłam go. "Krótkowzroczność" sobie posłuchałam i muszę przyznać, że podoba mi się :)
    http://and-for-me.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak chyba musiało być...
    Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja właśnie chciałabym zobaczyć choć kilka zdjęć :)
    Super, ze się udało, to musiały być niesamowite emocje :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli zdajesz sobie z tego sprawę, to chyba jeszcze nie jest tak źle... Gorzej z tymi, którzy nie mogą żyć bez FB, ale wzbraniają się przed powiedzeniem otwarcie tego, że są od niego uzależnieni ;o

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajnie ;) Gdybym tak ja wygrała kolację z Jaredem <3
    http://and-for-me.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Mogłaś dodać zdjęcia. To fajne doświadczenie. Jedno z tych, które zapamiętuje się na długo :)

    OdpowiedzUsuń

1. Dziękuję za każdy komentarz!
2. Nie bawię się w "obserwację za obserwację", ale będzie mi miło, jeśli zaczniesz obserwować mojego bloga.
3. Adres bloga podaj tylko w przypadku, gdy nie masz go w profilu.
4. SPAM usuwam.

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
http://krotkowzrocznosc.blogspot.com/2015/02/historia-pewnej-kolacji.html