Siadam do napisania posta już piętnasty raz. Może przesadzam, ale któryś z kolei na pewno.
Nie wiem, o czym napisać. O marcu? O koncercie happysadu? O spotkaniu z Łukaszem Jakóbiakiem? O wiośnie, która bawi się z nami w kotka i myszkę? O wkurzającym braku Internetu? O bezskutecznym poszukiwaniu pracy?
Sama nie wiem.
Marzec, który skończył się kilka dni temu, był miesiącem mieszanych uczuć, wydarzeń i emocji. Przyznaję mu jednak ogromnego plusa. Zaczął się jeszcze w nocnym autobusie, gdy wracałam z koncertu, a zakończył bez fajerwerków. W ciągu tych 31 dni byłam na dwóch koncertach, spędziłam cudowne chwile z jeszcze cudowniejszymi osobami.
Zamiast poświęcić czas licencjatowi (swoją drogą, czas do oddania kurczy się niemiłosiernie, a ja od ponad 2 miesięcy nie dotknęłam pliku z pracą), szukałam kolejnych koncertów, odliczałam kolejne dni. O Lorein wiecie, bo pisałam. W ostatnią sobotę był happysad. Po raz dziesiąty.
Była też Martyna, była Ola i Karolina. Było dużo śmiechu, 23tys. kroków jednego dnia, za duże porcje jedzenia i niepotrzebnie kupione parasolki. Była za krótka noc (bo ktoś nam podwędził godzinę), oblewanie osiemnastki Martyny. Było zdarte gardło na koncercie, było czekanie i wracanie na piechotę. Były smutne pożegnania i bolesny powrót do rzeczywistości.
W międzyczasie podreptałam na spotkanie motywacyjne z Łukaszem Jakóbiakiem, które bardzo mnie podbudowało, bardzo cieszę się, że tam byłam. Mam zamiar jeszcze kiedyś się wybrać na spotkanie z nim, ale czas pokaże, czy się uda.
W kwietniu nie zapowiada się nic ciekawego. W dalszym ciągu poszukuję pracy, bo siedzenie w domu doprowadza mnie do szału. Zamierzam być pilną studentką, bo ostatnio trochę zaniedbałam sprawy uczelniane. Muszę też doprowadzić do końca pewne spotkanie, które mam nadzieję już niedługo się odbędzie i przebiegnie lepiej, niż wszyscy sobie wyobrażamy. Miałam też jechać (znów) do Poznania, ale wygrały priorytety i odpuściłam. Za to czekam na czerwcowy wyjazd na Orange Warsaw Festival, gdzie wystąpi Bastille. niemogęsiędoczekać.
Znowu napisałam post o dupie maryni. Ja się naprawdę poprawię! kiedyś...
A ja chcę robić wszystko by w kolejnych miesiącach coś się działo. Sama do napisania mam pierwszy rozdział pracy licencjackiej. Będzie to moje zaliczenie z seminarium. Mam ogólnie do oddania jeszcze plan pracy, literaturę i ani trochę tego nie tknęłam. Nie jest za ciekawie, ale w końcu się z tym wyrobię.
OdpowiedzUsuńJa mam czasami wrażenie, że żyję od koncertu do koncertu. Dlatego jak przenieśli TSTM na pierwszy dzień moich matur, byłam taaaka nieszczęśliwa.
OdpowiedzUsuńBardzo lubie Twój styl pisania, czekam na kolejne posty! A co do podsumowań, liczę że kwiecień w pełni Cie zadowoli i że nie będzie smutnychpożegnaćń. Buziaki :*
OdpowiedzUsuń